Już niedługo w życie wejdzie nowelizacja kodeksu drogowego i wielu przepisów wykonawczych. Dzięki tym zmianom Polska stanie się jednym z państwo o najbardziej wynaturzonym kodeksie drogowym na świecie. Najbardziej nonsensowne zmiany dotyczą ograniczenia maksymalnej prędkości dla młodych kierowców do 50 kilometrów na godzinę w terenie zabudowanym i 80 poza nim. Sens tego przepisu pozostaje tajemnicą chyba nawet dla samych pomysłodawców, ale jeszcze większą zagadką jest fakt, że to przepisy będą współistniały z tolerancją przekroczenia prędkości u innych kierowców aż o 10 kilometrów na godzinę. Nie wiadomo też jak w związku z tymi zmianami będzie miała działać drogówka.
Jakby tego było mało, prawo jazdy będzie wydawane na czas określony, co też nie zawsze znajduje uzasadnienie. O ile można to zrozumieć w kontekście kierowców, którzy nie będą praktycznie wykorzystywać swoich umiejętności, o tyle dziwi na przykład w przypadku tych, którzy będą z samochodu korzystali codziennie. Tak czy siak, żeby uniknąć nowych przepisów i konieczności odnawiania prawa jazdy, kursanci zaczęli zajmować wszystkie miejsca w szkołach jazdy. Już dziś w większości nie uda się rozpocząć kursu przed końcem roku, nie wspominając nawet o tym, żeby zdać egzamin. Wiele szkół jazdy masowo rozpoczęło także jazdy w nocy, żeby zaspokoić rosnący popyt na swoje usługi, ale to nie wystarcza.
Jak podkreślają eksperci, nauka w pośpiechu nie wyjdzie na dobre nikomu. A nowe przepisy wprowadzone późno na pewno mają swój udział w powstaniu całych kolejek chętnych na prawo jazdy przed zmianami.
Cena, jaką widzimy w reklamach kursów prawa jazdy często jest zaniżona. Wprawdzie sam kurs może kosztować dziewięćset złotych, jak proponuje to między innymi jedna z krakowskich szkół jazdy, ale z kolei w innej, gdzie podana cena jest o dwieście pięćdziesiąt złotych wyższa, w tej kwocie zawierają się wszystkie dodatkowe opłaty, które w pierwszym przypadku i tak trzeba będzie zapłacić, a których specjalnie nie wliczono do ceny kursu ze względów wyłącznie marketingowych.
Tak naprawdę, aby mieć pewność, że możemy podejść do kursu (nie to, że do samego egzaminu), wypadałoby mieć jakieś półtora tysiąca złotych. W ten sposób będziemy przygotowani na konieczność wykupienia jazd dodatkowych (co w Polsce nadal jest traktowane jako wstyd, podczas gdy na na świecie uważana jest właśnie za objaw odpowiedzialności i zdrowego rozsądku) albo drugie podejście do egzaminu, jeśli nie powiedzie nam się za pierwszym razem.
Jeśli wybieramy się na kurs prawa jazdy to naprawdę warto dokładnie wypytać w ośrodku szkolenia kierowców, jaki będzie całkowity koszt. Tu przypomnę, że kiedyś już wspominałem na temat zależności ceny i jakości: niech nie skusi nas oferta tylko dlatego, że jest najtańsza. Jest wiele opcji dodatkowych, które mogą być warte również dodatkowych pieniędzy. Im bardziej się ograniczymy finansowo, tym bardziej prawdopodobne jest, że także nasze umiejętności jako kierowcy będą ograniczone.
Uczestnicy kursów na prawo jazdy bardzo często mają problem z wyborem miejsca. Wielu z nich to studenci, nierzadko mieszkający poza miejscem, w którym się wychowywali. Szczególnie problematyczna może być jazda w nieznanym terenie, jeśli przeprowadzamy się z mniejszej miejscowości do większej. Zazwyczaj im większe miasto, tym dynamiczniej odbywa się w nim ruch, jest on też zresztą po prostu większy, co na pewno w pewien sposób może stresować. Z drugiej strony, nie ma zagrożenia jazdy na pamięć, która tak czy inaczej jest już w pewien sposób wyuczona, nieważne czy do tej pory jeździło się z rodzicami, znajomymi samochodem czy może rowerem albo środkami komunikacji miejskiej. W miejscu stałego zamieszkania zna się przecież choćby boczne uliczki, często stosowane niemal jak pułapki na kursantów.
Duże miasto jest też jednak często okazją do oszczędności, bo konkurencja większa i szkoły jazdy muszą walczyć o klienta. Poza tym bardzo często powrót do domu na dłużej jest niemożliwy. Jeśli przeprowadziliśmy się niedaleko to pół biedy, ale przecież gros osób jeździ na studia bez mała pół tysiąca kilometrów- jakże więc zdawać prawo jazdy w Rzeszowie, skoro studiuje się w Olsztynie czy nawet Szczecinie?
Mimo wszystko jednak wybór szkoły jazdy nie powinien być pozostawiony przypadkowi- gdzie by to nie było, zawsze można znaleźć opinie o konkretnym ośrodku i ustosunkować się do nich w odpowiedni sposób.

Jakiś czas temu reklamą dla szkół nauki jazdy było prowadzenie lekcji na samochodach identycznych z tymi, na jakich zdawało się egzaminy. Teraz już nie jest to żadną nowością, natomiast funkcje reklamowe pełnią możliwości jazdy na samochodach innych: w niektórych szkołach jest to Renault Megane Coupe, w niektórych nawet Audi TT. To samochody, którymi młodzi kierowcy raczej nie będą jeździli, dlatego możliwość przejechania się nimi jest ciekawym doznaniem. Dla ułatwienia nauki niektóre szkoły proponują naukę na samochodach z automatyczną skrzynią biegów. Na pewno jest to wygodniejsze, ale czy ułatwia zdawanie egzaminu na samochodzie z ręczną?
Wszelkie atrakcje stają się coraz popularniejsze, ale też coraz bardziej skoordynowane: szkoły jazdy często udzielają rabatów posiadaczom na przykład karty młodzieżowej albo uczestnikom innych programów, a promocje takie jak dawniej odchodzą powoli w przeszłość Oczywiście, każda promocja ma jakąś swoją wartość i wtedy, kiedy niektórzy patrzą na jak najniższą cenę kursu, inni są gotowi dopłacić, żeby uczyć się na takim czy innym samochodzie. Wiele zależy od osobistych preferencji i osobowości przyszłego kierowcy. Nowych wyzwań na tym etapie na pewno nie należy unikać, bo i w przyszłości będzie to niemożliwe, ale z drugiej strony, dodatkowe atrakcje nie powinny przesłonić podstawowego celu nauki jazdy: przyswojenia sobie odpowiedzialnego i rozsądnego stylu uczestnictwa w ruchu drogowym.
Kilka lat temu dość głośno było o tłoku w szkołach jazdy w mniejszych miastach. Miało to swoje uzasadnienie w prostszym układzie ulic, mniejszym natężeniu ruchu, a co za tym idzie, mniej wymagającym szkoleniu. Obecnie częściowo trend ten się odwrócił, ponieważ mniejsze miasta także się zakorkowały, a część małych szkół upadła.
Duże miasto to zawsze te same wyzwania- zdecydowanie bardziej dynamiczna jazda, więcej pieszych, bardziej skomplikowane rozjazdy, skrzyżowania i więcej oznakowania, za którym trzeba nadążyć. Kursanci jednak, zwłaszcza młodsi- licealiści i studenci- chętnie odejmują sobie zmartwień, byle tylko szybciej pochwalić się „prawkiem”. Wbrew temu, co się powszechnie mówi, nie oni jednak stanowią najbardziej nieprzewidywalną grupę kierowców. Często młodzi kierowcy radzą sobie lepiej od tych bardziej obeznanych, przynajmniej dopóki nie zatracą dobrych nawyków przyswojonych w czasie kursu. Jazda w mieście jest dużym wyzwaniem i trzeba być na nie przygotowanych, choć większość kierowców uznaje ją za coś normalnego, prostego i niewymagającego. Warto jednak tylko podsumować statystyki wypadków- ulice miejskie zawsze były bardziej wymagające (co wynika głównie z fizyki- dwa jadące z naprzeciwka samochody to poważna groźna nawet przy umiarkowanej prędkości każdego z nich). Chwila nieuwagi może kosztować życie, a na pewno sporo pieniędzy na blacharkę. Niekoniecznie więc warto sobie upraszczać kursy prawa jazdy przez uciekanie od kłopotów.

